
zdrowie
dla lekarzy:
dla lekarzy:
kardiologia
ginekologia
chirurgia
onkologia
radiologia
genetyka
choroby zakaźne
konferencje

Nie wiem, jaki jest życia sens, nie wiem, co przyniesie dalsza wędrówka... Brnę jednak w zaparte. Na złość wszystkim popaprańcom. | 2007-09-29 22:19 Nie wiem. Chciałam tutaj coś napisać. W ogóle chciałabym coś napisać. Miałam pomysł na notkę. Ale nie mogę. Wszystko co robię ma imię bezsensu. Napisałam już sporo. Ale uznałam, że to głupie. Kiedyś tak nie miałam. Pisałam to, co akurat uważałam, to, co chciałam. A teraz piszę i kasuję. Piszę i się zastanawiam, jaki w tym sens. Nie wiem, jak mam to odczytać. Tak bym chciała coś napisać. A w efekcie wydaje mi się to banalne. Rozkładam bezradnie ręce. Moje pióro i papier leżą bezczynnie na dnie barku obok kartonu mojego ulubionego soku pomarańczowego i czekają na TĘ chwilę. Kiedy to wezmę i coś stworzę. Ale czy jeszcze kiedykolwiek taka chwila nadejdzie? Cieszę się z tej całej terapii, ale coraz częściej mam wrażenie, że zabrała ona cząstkę mnie. Że ten smutek i myśli samobójcze były częścią mnie. Że teraz nie jestem sobą. Terapeuta tłumaczył mi, że teraz zaczynam być sobą. Że zanim zachorowałam i wpadłam w depresję, to taka byłam. A do smutku się przyzwyczaiłam i że niby każdemu jest trudno się na nowo odnaleźć w tym swoim nowym starym życiu. Nie wiem, na ile to prawda. Nie wiem, czy to wszystko ma w ogóle jakiś sens. Chciałabym. Bo mam dość zawodzenia się na ludziach. Na tych, którym tak mocno zaufałam, a oni zawiedli. Mam nadzieję, że pan Jerzy takim nie będzie. Że nie sprzedaje mi tanich haseł, które chwilowo odwrócą moją uwagę od tego, co się ze mną dzieje... komentarze: 0 Czytaj i dodaj nowy » 2007-09-21 20:36 No to zdrówko! Dzisiaj kolejna 4 z niemca tym razem wpadła do kieszeni. Oczywiście już wszystko oblane ;) W odpowiednim towarzystwie w odpowiedni sposób :D Nawet rodzice się zbytnio nie gniewali :) Co do komentarzy Jantara: tak, wiem, że psycholog mi leków nie przypisze, ale u psychiatry byłam na samym początku. Po dwóch wizytach powiedział, że on mi potrzebny nie będzie. Może to i lepiej. Co do siatkówki - no tak, kaleką. Ale ja to kocham. W moim wypadku każdy sport nie wskazany. Ale na bieganie też bym mogła iść, a to jeszcze gorsze. Zależy mi na tym. Bo w moim życiu pustką zionie. A na rower już teraz za zimno. Muszę sobie znaleźć zajęcie. Projekt literacki, w którym startuję rusza dopiero w styczniu, a ja wyraźnie cierpię na brak zajęcia. Tym bardziej, że wolontariat w nowo otwartym hospicjum też mam maksymalnie 2x w tygodniu. A co ja mam robić popołudniami? ;) NO właśnie. Tak więc trzeba sobie znaleźć rozrywkę x) Pozdrawiam serdecznie. komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2007-09-20 19:54 Wysiłek daje efekty. Posiedziałam dwie noce i całą niedzielę nad książkami - jest efekt! Dostałam4 z polskiego za sprawdzian! . A wyczyn tym większy, że połowę materiału przerobiliśmy w tamtym roku, a mnie akurat nie było na tym, bo miecha do szkoły nie chodziłam. 4 z polskiego! Poza tym na fizyce ostatnio też rozwiązuję wszystkie zadania. Nie wiem, jak ja to robię. Ale jakoś robię. Bo sie uczę i nie opuszczam lekcji (jak na razie). Na wfie też sumiennie ćwiczę, może to dlatego, że zmienił mi się nauczyciel i jest bardziej kumaty niż ten poprzedni. Sobie biegam, skaczę, tylko nie robię jakiś skomplikowanych ewolucji w postaci przewrotów itp. Mój rekord jak na razie - 1200 m bez przerwy truchtem. A rekord marszobiegiem 2 km. Dawno już tak nie biegałam. Tak dużo. Zdziwiona byłam stanem mojej kondycji, ale chyba rower dał swoje - w wakacje jeździłam po 20-30 km dziennie. Byłam na dwóch treningach siatkówki. Prowadzi je ta nowa wuefistka. Chce utworzyć nową reprezentację, bo stara gwardia skończyła szkołę w kwietniu i nie było nowych. Mam propozycję, ale nie wiem, czy skorzystam. No niby to dodatkowy plus, bo np. reprezentowanie szkoły podbija ocenę z zachowania a i ocena z wfu pójdzie w górę. Ale waham się, bo z tymi moimi stawami różnie bywa. Ostatnio było dobrze, ale co będzie, nie wie nikt. Chociaż, jak nie spróbuję, to się nie dowiem. Na razie chodzę sobie tak, na rozgrzanie się, żeby nie zaczynać ostro. Poza tym od stycznia zrzuciłam 11 kg. Wszystko ok tylko ta anemia nie chce odpuścić. Ale dobrze się czuję, więc nie ma powodów do obaw. Cały czas lekarz czuwa nade mną. Jest ok. ;] Dlaczego nie mogło tak być od samego początku? komentarze: 1 Czytaj i dodaj nowy » 2007-09-19 23:34 Hmm... Ostatnio pewna osoba mi powiedziała, że jestem skryta. Hm. Czy tak jest? Wydaje mi się, że ukrywam to, czego nie powinnam, a to co powinnam chować, eksponuję na światło dzienne. Taka już jestem, że nie potrafię ze stosu informacji wybrać tych najpotrzebniejszych. Wielu rzeczy nie mówię wielu osobom. Nikt nie zna mnie na wylot, bo ja sama siebie nie znam. Ostatnio żyję na spontanie. Nie biorę żadnych leków, odzwyczaiłam się od APAPu i Ibupromu, za to piję kawę, ale słabą, z mlekiem. Od dwóch miesięcy mam anemię. Próbowałam z tego wyjść, ale jakoś nie wychodzi. Ostatnio miałam robione znowu wyniki i znowu były złe. Lekarze nie wiedzą, co robić. Rozmowy z psychologiem dają rezultaty. Jest lepiej, mam poukładane w głowie, chociaż nie do końca, bo w sierpniu zrobiłam sobie przychary. Ale poza tymi małymi ekscesami, wszystko jest ok. Nie mam myśli samobójczych, a w ogóle jestem zaskoczona, bo nie wlepili mi żadnych farmakologicznych środków. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle, bo się na tym nie znam. Nie dali, doszli do wniosku, że sama rozmowa wystarczy. w lipcu i do połowy sierpnia miałam zajęcia dwa razy w tygodniu. Teraz ze względu na szkołę mam zajęcia raz w tygodniu. Myślę, że jeszcze październik i listopad tak będzie, a potem już koniec. Nie chcę zapeszać, ale wszystko na to wskazuje. NIe wiem, po co to piszę bo brzmi to jak opowieści dziwnej treści... Ale skoro już mam tego bloga, to wypadałoby jakoś go prowadzić. Pozdrawiam. komentarze: 2 Czytaj i dodaj nowy » 2007-09-15 21:03 Szkoła. Dom. Tak: w szkole jak najbardziej ok. To już druga klasa liceum. Rok bliżej do matury. Nowa wychowawczyni, kilku nowych nauczycieli, nowa koleżanka w klasie.. Ale co najważniejsze, a u mnie nowe - zapał do pracy i jak na razie sumienność. Wcześnie chodzę spać (o 22), wstaję wyspana (to nowość także). Jem śniadanie i piję rano gorącą herbatę (nowość). Jadę do szkoły wcześniejszym autobusem, żeby się na lekcje nie spóźniać (w tamtym roku to było nagminne). Biorę ze sobą drugie śniadanie w postaci bułki z serem i sok pomarańczowy (nie pizzerka i cola). Wracam ze szkoły na piechotę, tak dla zdrowia (w tamtym roku autobusem w obie strony). Jem w domu normalny obiad (a nie zapiekankę z budki). Uczę się i odrabiam wszystkie lekcje na bieżąco (nic nie zostawiam na sobotę). Jem kolację (o godzinie 18, a nie 23). Idę na spacer nad morze (wieczory spędzałam kiedyś przed kompem). Potem kąpiel i do łóżka. Poczytać jakąś książkę czy obejrzeć jakiś film i 22-22.30 spać. Naprawdę rewelacja. I co lepsze, że póki co mi się nie znudziło, a z reguły po dwóch dniach wywalałam wszystko do góry nogami :) W piątki odrabiam już totalnie wszystkie lekcje, żeby w sobotę móc wyjść gdzieś ze znajomymi. A niedziela? Rodzinnie. Albo w domu z rodzicami albo gdzieś do rodzinki pojechać. Wierzcie mi, że nie myślę o "głupotach" (miałam kiedyś problemy, cięłam się, trułam), bo nie ma na to czasu, a poza tym, nie mam powodów. Wszystko poukładane. Na wszystko mam czas. Nic mnie nie przytłacza, bo na wszystko jest czas i miejsce. W domu. Ostatnio była totalna kicha. Ale już jest ok. Ostatnio mój dziadek miał wypadek. Rowerem wpadł pod ciężarówkę. Zabrali go do szpitala. Stwierdzili, że nic mu nie jest. W nocy wypisali go do domu. Popołudniu karetka z powrotem zabrała go do szpitala. Cały dzień robili mu wyniki, mówili, że nic mu nie jest, okazało się, że ma złamane dwa żebra i miednicę. Ale jak to możliwe, że on nic nie czuł? Nie czuł w ogóle bólu, tylko nie mógł chodzić. Lekarze przyznali się po 48 h od wypadku, że zespół z karetki zaaplikował dziadkowi potężny zastrzyk morfiny, dlatego nic nie czuł. Kto normalny podaje człowiekowi morfinę na znieczulenie w takich dawkach?! Dlatego ponad dobę "chodził" połamany, dlatego teraz ma minimum 6 tyg. w gipsie, miał być w szpitalu przez ten czas, okazało się, że przetrzymają go do piątku, a potem wek do domu. Wczoraj po ostatnich badaniach i prześwietleniach wypisali dziadka do domu, bez gipsu, bo ma tak duże krwiaki, że gips uniemożliwiłby ich wchłonięcie. Tym sposobem dziadek 6 tyg. musi leżeć nieruchomo. Tylko dlatego, że zajął się nim jego brat, mam ojca w domu, bo od wtorku siedział na torbach i liczył pieniądze na paliwo, żeby jechać tam i mieszkać tam przez ten czas, kiedy dziadek będzie leczony. komentarze: 5 Czytaj i dodaj nowy » |