Blog o zdrowiu jest częścią portalu poradnikmedyczny.pl blogi | zdrowie
Tarapaty nastolaty.
Nie wiem, jaki jest życia sens, nie wiem, co przyniesie dalsza wędrówka...

Brnę jednak w zaparte. Na złość wszystkim popaprańcom.
2006-06-30 18:51  Wyniki.
A dzisiaj były wyniki kwalifikacji do szkół.
Dostalam się tam, gdzie chciałam. Byłam 14 na liście przyjętych... Cieszę się bardzo, bo to kolejna, dość udana rzecz w moim życiu ;]

Poza tym dzisiaj dzwoniła moja świadkowa do bierzmowania ;] Nie spodziewałam się telefonu od niej, bo jak puszczałam do niej strzałki to mi nie odpuszczała, a poza tym pojechała ze scholą w góry, więc już w ogóle nie ma czasu na zabawę telefonem.
Ale zadzwoniła. Zrobiła mi bardzo miłą niespodziankę, porozmawiałyśmy... Fajnie, że mam obok siebie ludzi, na których mogę polegać... ;]

Jednak... Znów ojciec zaczyna wariować... Przedwczoraj miałam awanturę, że niechcący strąciłam maszynkę do mielenia do zlewu ;/ I o to, że poszłam do łazienki, bo akurat on miał zamiar iść się wykąpać... PARANOJA... ;/ :(
2006-06-28 14:31  Praca.
Od soboty zaczynam pracę.
Będę rozdawać gazety. Trzy godziny, raz w tygodniu... Nie jest źle, lepiej trafić nie mogłam. W soboty praca tam a w tygodniu jeszcze się gdzieś zakręce, zawsze znajdę coś dorywczo. Dzisiaj pilnowałam dziecka przez pare godzin i do kieszeni wpadło 20 zł... Zawsze coś, i ojciec się nie czepia... Jest dobrze.... Średnio dobrze..

POZDRAWIAM ;*
2006-06-25 23:35  Trochę uśmiechu ;)
Hmm...
Od jakiegoś czasu miałam niezłego dołka... Ale wczoraj, siedząc nad jeziorem... Doszłam do wniosku, że moje życie to nie tylko same porażki... Obserwując falującą wodę jeziora i otaczający mnie las zrozumiałam, że moje porażki uczą mnie pokory..
Że nie mogę mieć wszystkiego, bo i tak dużo mam.. Naprawdę...

Tak:
Mam dobre wyniki w nauce i mam z tego dużą satysfakcję, bo zrobiłam coś sama dla siebie i mam tego efekty.
Chciałam śpiewać w scholi-spiewam.
Co do scholi... Imponowali mi ludzie z tej grupy... Chciałam ich poznać, zakumplować się z nimi... I co wyszło? Że z większością mam bardzo dobre relacje, jedna dziewczyna, ta, która najbardziej mi imponowała, została moim świadkiem do bierzmowania... Z kolejną-> łączy mnie coś więcej niż zwykłe koleżeństwo, mogę z nią pogadać o wszystkim.
Klasa.
Miałam wspaniałą klasę przez 9 lat. Tą wychowawczynię miałam przez 1 rok... Ale mogłam i tego nie mieć.
Miałam dobrą pozycję w klasie. Zawsze pomocna, mogli na mnie liczyć.. Brałam czynny udział w organizacji wszelkich imprez.. Przez to uzyskałam szacunek innych i ich poparcie.
Wychowawczyni->mogłam takiej nie spotkac... Mogłam nie dostać pomocy... Mogło być inaczej,a było jak było. Mam w niej wsparcie, chociaz już nie jest moją wychowawczynią...

Spotkało mnie wiele dobrego... Chwila zastanowienia pozwoliła mi dojść do takich wniosków... Jest ze mną lepiej niż kilka miesięcy temu... Jeszcze w maju w takim stanie psychicznym sięgnęłabym po żyletkę.. Ale teraz... teraz szukam innego wyjścia. Próbuję przeczekać burzę a potem zweryfikować ją z perspektywy czasu...

Dojrzałam? MOże... Był mi potrzebny czas i wsparcie... Czas przyszedł sam, wsparcie dostałam... "Jesteś kimś, Natalia"-te słowa wypowiedziała do mnie wychowawczyni przy wręczaniu świadectwa... Po tym... Podniosłam się... Walczę... Będę silna do kolejne porażki... Ale potem znów się podniosę... Żeby powiedzieć sama do siebie: "jesteś kimś, Natalia".
2006-06-24 17:39  NIE!! TO NIE MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ!!!
W środę bal... DÓŁ jak cholera, ale jakoś przeszło..
Ogółem źle nie było, chociaż było kilka niedociągnięć od strony realizatorów...


A w piątek... KONIEC!!
Brak słów na opisanie tego wszystkiego... Nie zgadzam sie z tym...
Nie.
10, 9, 3 lata się znaliśmy... I to wszystko... Pstryk. Nie ma. Nie ma już Trzeciej Be.
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.
Nie mogę w to uwierzyć, nie mogę się pogodzić z tą myślą.

Nasza wychowawczyni była z nami tylko (AŻ!) 1 rok, ale z nią się również bardzo zżyliśmy. Bardzo płakała na zakończeniu... Powiedziała takie slowa... Przywróciła nam wiarę w człowieka...

Płakałam wczoraj cały dzień... Po południu pojechałam z ludźmi ze scholi na biwak i też cały wieczór i noc przepłakałam.
Dzisiaj już było troszkę lepiej.. Ale do czasu, kiedy nie przyjechałam do domu i nie przeczytałam na forum mojej klasy wpisów kolegów i koleżanek z Trzeciej Be...

Znów łzy... Żal... Smutek...
Wiem, że taka kolej rzeczy, ale nie potrafię inaczej... Nie potrafię powstrzymać łez, bo jest ich dużo...
Może za dużo...?


A wyniki na koniec gimnazjum? Średnia 5,38... Chyba jedyna rzecz, z której mogłabym się w tej chwili cieszyć.. ;(
2006-06-20 22:12  Ogółem...
Ostatnio dużo się dzieje. Niekoniecznie złego, niekoniecznie dobrego. Ale się dzieje.

Jutro mam bal gimnazjalny, potem idziemy z klasą nad morze... Taki ostatni spacer z klasą... łza się w oku kręci, że to już ostatnie GODZINY razem...
Nie rok, nie miesiąc nie tydzień... Ostatnie GODZINY razem...

9 lat. 9 lat radości i smutków... 9 lat zgody i sporów...
Moja szczęśliwa liczba to 9 i byłam 9 lat z moją klasą.
To takie dziwne...
Nie dochodzi do mnie, że od września będę się uczyła w innej szkole, będą nowi ludzie...



A ogólnie... Chyba muszę iść do psychologa... Tak dochodzę do wniosku..
Poza tym wydaje mi się, że te moje ciągłe doły to nie są zwykłe doły, które same przejdą...
Ale najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że mi brak odwagi w wołaniu o pomoc...
2006-06-14 21:14  Nie rozumiem i cholernie się boję...
Nie rozumiem, dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane... Nie rozumiem, dlaczego nie może być po prostu: jest źle, ale jutro będzie dobrze? Dlaczego jest: dzisiaj jest źle a jutro będzie jeszcze gorzej?
NIE!!
To nie tak, że ja sobie to wszystko wyolbrzymiam...
Ja sobie z tym wszystkim po prostu nie radzę.. ;(
I nie wiem, u kogo mogę poszukać prawdziwej i skutecznej pomocy...
Super...

A poza tym mimo wszystko się boję..
Za tydzień kończę gimnazjum... Już nie będzie tej wychowawczyni... Może nie potrafiła pomóc,ale zawsze mogłam się wygadać... Na mamęnawet nie mam co liczyć...
BOję się,że po raz kolejny zostanę sama z tym wszystkim... Że znów powrócą myśli samobójcze... Że znów zacznę się ciąć... Że mogę się wpoakować w jeszcze większe bagno...
Boję się po prostu, że pewnego dnia nie wytrzymam tej presji i...
2006-06-09 20:54  Moja ręka...
Ehhh...
Dzisiaj potwierdzę zdanie mojej polonistki, co do tego, że chłopcy w moim wieku są bardzo infantylni ;]
Dzisiaj zaliczałam chemię na '6'... nO i zeszło mi na tym 2,5 godziny. Wróciłam w połowie trzeciej lekcji na zajęcia, chcialam usiąść w ławce na swoim miejscu a kumpel chcąc zrobić mi głupi kawał, odsunął mi krzesło. Nie zauważyłam tego i rypłam na podłogę...
nO i nie było by sprawy, gdyby nie fakt, że spadłam jakoś na prawą rękę i...
Mam coś z nadgarstkiem... Nie wiem, czy to wybite, czy zwichięte... U lekarza nie byłam i nie póję, bo mnie w gips wsadzą.. ;/ A ja nie chcę...
Czy naprawdę nie może być tak, że wszystko będzie chociaż przez jeden dzień dobrze?!
2006-06-05 14:31  Bo życie ma sens!
Tak.
Ma sens, chociaż nie zawsze potrafimy go dostrzec!

Nie masz po co żyć? Żyj na złość innym...
Nie, to głupie i dziecinne.
Zawsze jest ktoś lub coś dla kogo/czego warto żyć. Nawet, jesli przychodzą chwile, kiedy uważamy, że jest inaczej.

Widzę na swoim przykładzie:
mówiłam, ze nie chce mi się żyć, że nie mam po co, że nikogo nie obchodzę..
Ale naprawdę tak nie jest!
Mam przyjaciół, dla których POWINNAM i CHCĘ żyć...
To oni są moim motorem do życia.. To dzięki nim jeszcze tu jestem i zdaję sobie sprawę, że życie jest piękne, chociaz to piękno może różnie wyglądać...
To, że w rodzinie nie mam wsparcia, nie znaczy, że jestem na tym świecie sama. Nie jestem sama!
Mam przyjaciół i dla nich chcę żyć.TO dzięki nim zobaczyłam, że życie ma sens! Że chcę żyć dla nich... Że chce żyć z nimi...
Nie chcę przeszkód pokonywać w pojedynkę, a są osoby, które chcą je pokonać ze mną.
Dziękuję Wam wszystkim, którzy nie zwątpili we mnie...
Bo zycie ma sens! I wiara też...
2006-06-04 10:08  Co się dzieje?!
Jestem przerażona..
Mam w nocy koszmary, cały czas chce mi się płakać...
Mam dziwne uczucie, że się duszę, choć naprawdę sie nie duszę.
Nic mi się nie chce...
Boję się usnąć, ale chce mi się spać...
Budzę się zlana potem, mam straszne sny...
Boję się nocy i boję się dnia...
Dlaczego?
Dlaczego znów to wszystko wraca?
Dlaczego nie może być normalnie?
No cO ja takiego zrobiłam?!
Za co?!
2006-06-03 13:34  Po wycieczce... ;/
I już jestem po wycieczce.
Wnioski wysnuję na sam koniec a tymczasem...


Wyjechaliśmy spod szkoły o 8:09. Na zamku w Bytowie byliśmy ok. 11:30 chyba... Zwiedziliśmy zamek, koło 13:30 byliśmy we Wdzydzach. Zakwaterowaliśmy się, po 10 min. po zajęciu kwatery spieprzył mi się humor z <wiadomych względów>, ale pomijając ten fakt, to miało być fajnie... Miałam najfajniejszy pokój z dziewczynami.
Potem poszliśmy na dwór, dziewczyny skakały w sznura... Ja nie mialam ani siły, ani ochoty, okropnie bolał mnie brzuch.;/
Wieczorem mieliśmy ognisko, które trwało raptem może pół godziny, a potem zgasiliśmy je i poszliśmy na ośrodek, żeby sobie zrobić dyskotekę. Chętnych bylo tylu do tańczenia, że aż nigdy tylu nie widzialam. Dwie osoby na krzyż.... No nic. Trudno...
Mieliśmy mieć czas na łażenie do północy, a jakbyśmy byli cicho to nawet dlużej... I co wyszło? Że po 22:00 wszyscy mieli być w swoich pokojach. Super. I to nie tyle, że musieliśmy być w swoich pokojach, tylko musieliśmy SPAĆ. Nie mogliśmy mieć zapalonego światła i w ogóle... Do kitu.
Kilka razy ścinka <nie moja> z wychowawczynią;/

Usnęłam po 3:00 obudziłam się po 6:00. Ogólnie się ubrałam, doprowadziłam do porządku. Poszliśmy na śniadanie <żarcie jako-takie, raczej do kitu, a wczorajsza obiadokolacja pozostawia wiele do życzenia>. Po śniadaniu spakowaliśmy się, posprzątaliśmy pokoje, zdaliśmy kwatery i poszliśmy na zwiedzanie muzeum wsi kaszubskiej. Zeszło nam długo, ale to był chyba najfajniejszy etap tej zakichanej wycieczki. Kupiłam sobie RUCHANKĘ <to taki racuch czy cos w tym stylu>... Oglądaliśmy jakieś stare chałupy, kościół, szkołę... Potem Jaś mi wybił taką fajną monetę pamiątkową I zażyłam sobie tabaki Łzy mi leciały, ale ogólnie lOoz... Ja się nie gniewam Do tej pory mnie trochę kręci w nosie.
Wróciliśmy do ośrodka na obiad <pomidorówka z jakimś makaronem, a na drugie surówka z kwaszonej kapusty, ziemniaki i ryba, chyba mintaj;/>. Zjadłam trochę zupy i wmusiłam w siebie rybę z surówką. Tragedia... Wyjechaliśmy z Wdzydz koło 13:30. W planach mieliśmy zajechać do McDonald’a do Koszalina. W Koszalinie byliśmy chyba z godzinę... Może trochę mniej. Do Kołobrzegu wróciliśmy około 18:15.
Teraz siedze i pisze tą idiotyczną notkę....

Miało być pięknie a było do dupy. I taka prawda. Wszystko mialo wyglądać zupełnie inaczej... Z dwóch dni miłe wspomnienia mieć tylko z dwóch czy trzech godzin, to chyba lekka przesada... Spać w nocy na wycieczce... ;/ Jakbym chciała spać to bym w domu została...

No cóż... Widocznie nie było nam pisane, żeby było fajnie. Trudno. Szkoda tylko, że był to totalny niewypał tylko dlatego, że była to pierwsza i ostatnia wycieczka w tym gronie...
Poleć stronę » Wpisz adres email osoby której polecasz stronę:
© 2005-2012 Activeweb Medical Solutions.
Blog o zdrowiu jest częścią portalu www.poradnikmedyczny.pl | zdrowie | kardiologia | ginekologia.